-Witajcie moje harpie.
-Witaj.
Odpowiedziałyśmy zgodnie.
-Layla szykuj się.
Oblizał
lubieżnie swe usta patrząc na mnie. Lekko się wzdrygnęłam. Rozebrał się
i wszedł do nas. Zbliżył się do mnie. Cofnęłam się. On złapał mnie w
tali. Lekko się wzdrygnęłam. Przeszedł mnie dreszczyk. Jego ręce
błądziły po mojej tali.
-Oho zaczyna się.
Uśmiechnęły się do mnie przyjaciółki.
Koan powiedziała:
-Tak się zaczyna. Wiesz... Też trafiłam tu jako dziewica. I też mnie tak "zapoznawał" w tych rzeczach.
Poczułam
jak łapie mnie za piersi i je lekko ściska. Zdusiłam w sobie jęk. Muszę
przyznać. Spodobało mi się to. Byłam lekko podniecona.
-Ahhh.
W końcu wydałam jęk. Donośny i głośny. Lucyferowi się to spodobało. Zbliżył swą twarz do mojego ucha i szepnął.
-Dokończymy wieczorem.
-T...tak.
Szepnęłam podniecona. Lucyfer wyszedł.
-I jak... Podobało się macanko?
Dotknęłam swoich piersi. Czułam na nich jeszcze jego dotyk. To jak zaciska ręce na mych piersiach.
-Tak...
Odpowiedziałam.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-To jeszcze nic. Więcej czeka cię wieczorem.
-Aham.
Tylko to słowo dałam rade wykrztusić.
Dzień mijał a ja nie mogłam się doczekać wieczoru.
*WIECZÓR*
-Layla już czas.
Lucyfer stał w drzwiach pokoju.
-Dobrze.
Poszłam.
Trochę się bałam. Weszliśmy do pokoju Lucyfera. Nigdy nie byłam w jego
pokoju.
Miał wielkie łóżko w ciemno czerwonym baldachimem.
Lucyfer stał za mną zamykając drzwi. Po chwili odwrócił się i delikatnie
objął mnie od tyłu. W tle leciała cicha muzyka. Na łóżku rozsypane były
płatki róż. Tworzyły one także Ścieszkę spod naszych stóp. Lucyfer
złożył delikatny pocałunek na mojej szyi. Powoli pociągnął mnie za sobą
do ściany. Oparł i musnął moje usta. Chciałam więcej. Więc wpiłam się w
jego. Lekko zdziwiony oddał pocałunek. Szybkim rucham zdjął mi koszule i
spodenki w których mam zwyczaj spać. Postanowiłam nie być gorsza. Po
chwili sama zdjęłam jego ubrania. Byliśmy w samej bieliźnie ale ja
widziałam jak jego penis staje. Swymi rękami sięgną po zapięcie od
mojego stanika. Odpiął do sprytnym ruchem. Zsunął się ukazując moje
piersi. Znów ich dotykał. Ale tym razem nie tylko ściskał. Szczypał je i
zaciskał na nich palce. Jęczałam donośnie.
-Lucyfer...
-Tak...
-Więcej.
-Dobrze...
Zbliżył
twarz do moich piersi zaczął je ssać, lizać i gryźć. Czułam się jak w
niebie. Złapał mnie za tyłek i podniósł oplotłam nogi w jego pasie.
Podszedł do łóżka. Położył mnie na łóżku i zwinnym ruchem zdjął moją
bieliznę. Zaczął masować moje wargi sromotne. Jęczałam z przyjemnego
uczucia. Zajął swoje bokserki.
-Weź go.
Byłam
taka czerwona. Nie była pewna czy tego chciałam ale zrobiłam to. Ujęłam
jego prącie w usta. Poruszałam ustami do przodu i do tyłu. Na początku
nie mogłam oddychać ale nauczyłam się. Miałam dużo śliny w buzi. Złapał
mój podbródek i podciągną do góry. Pocałował mnie z językiem. Połowa
mojej śliny przeniosła się do jego ust. Położył mnie, kazał wypluć
trochę śliny i przejechać po łechtaczkę. Zrobiłam to. Zadrżałam. Złapał
moją rękę i ją zabrał. Powoli we mnie wszedł. Zabolało... Krzyknęłam,
ale on stłumił krzyk swoim pocałunkiem. Zaczął się poruszać. Najpierw
powolnie. Bym się przyzwyczaiła do jego ruchów. Potem przyspieszał.
Jednak to już tak nie bolało. Jęczałam.
Po kilkukrotnej zmianie póz doszedł. Wygięłam się w łuk. Czułam jak
lepka maź rozlewa się we mnie i po chwili wypływa. Po chwili ja sama
doszłam. Tak zakończył się mój pierwszy raz.
Leżeliśmy przez jakiś czas nie mogąc się ruszyć.
-I jak.. Podobało się?
-Tak. Czuje się wspaniale.
Nagle Lucyfer wstał.
-Gdzie idziesz?
Zapytałam
słodko.
Nic nie powiedział tylko wyjął z szuflady jakąś paczkę. Podszedł z nią
do łóżka. Zabrał zapalniczkę z szafeczki nocnej która stała obok łóżka.
Wyciągną jednego papierosa. Następnie wyciągną paczkę w moją stronę.
-Chcesz jednego?
Zapytał
-Pewnie.
Wyciągnęłam. Po chwili oboje leżeliśmy wtuleni w siebie i paliliśmy.
-Przyznam że jesteś chyba najlepszą z harpi jakie kiedykolwiek miałem.
-Dzięki. Ty też jesteś boski.
Nagle Lucyfer przybliżył się do mnie i złożył na mych ustach ciepły pocałunek.
KONIEC
***
Jezu co ja napisałam.
Jezu co ja napisałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz